Poeta, bajkopisarz, satyryk, autor słuchowisk radiowych, tekstów piosenek, a także skeczy, monologów, scenariuszy programów telewizyjnych i sztuk teatralnych.

TWÓRCZOŚĆ DLA DOROSŁYCH - PROZA

Jan Kazimierz Siwek

KSIĘŻNICZKA MIZEROTA


Dawno, dawno temu, na wysokiej Szklanej Górze stał szklany zamek. Przed nim rosła wiśnia, a na niej rosły wiśnie szklanki. Kto by zerwał wiśnię szklankę, ten mógłby ze skwaszoną miną wejść do szklanego zamku, gdzie w szklanej komnacie ukryta była księżniczka przedziwnej urody o imieniu Mizerota. Była cała przezroczysta i wyglądała jak namalowana na szkle.
Śmiałek, który wdrapałby się na szczyt Szklanej Góry, miał otrzymać rękę księżniczki Mizeroty i pół Królestwa Mizerii w nagrodę.
Zjechało się tedy rycerzy z kraju i ze świata bez liku. Był to prawdziwy kwiat rycerstwa. Stanęli więc pod Szklaną Górą: legendarny Choleryk z Nerwosanu, rycerz o starganych nerwach, sławetny Burczymuchas z Muszyny, który nie zabiłby nawet muchy, zjawił się też sam Zawisza w Brylach, jedyny rycerz w okularach, który nie mógł trafić w Szklaną Górę, gdyż zabrał z domu tylko okulary do bliży. Zjawił się też popularny w owych czasach śmiałek Cozajołop z Małkini, rycerz, który zwykł dosiadać swojego wałacha tyłem, przybył również słynny Fajans z Kiernozi, rycerz kruchego oblicza, które mu wciąż grzechotało pod przyłbicą, a ze słodkiej Francji przygalopował pod Szklaną Górę prześliczny Książę Filip De-Bonżur, rycerz o niezwykłej elegancji. Miał konia w koronkach, zbroję w koronkach, zęby.... też miał w koronkach. Z pobliskiej Bawarii zjawił się nieustraszony Raus Kuternogen na kulawym rumaku, a z dalekiej Arabii - rycerz Arab Muhamed El Turban na arabie, koniu tak szlachetnym i delikatnym, że musiano go nosić w lektyce. Całymi dniami próbowali rycerze wdzierać się na Szklaną Górę na swoich rumakach o ostrych podkowach. Nadaremno. Co i rusz spadał któryś z góry i lądował z brzękiem tłuczonego szkła na stercie poprzedników.

Księżniczka Mizerota siedziała w oknie i patrzyła na ich zmagania szklanym wzrokiem i robiła się od tego coraz bardziej przezroczysta.
Już siedem lat biedna dziewica czekała wybawcy i męża. W owych odległych czasach szklane góry były jedynym sposobem na wydanie księżniczek za mąż. Zbyt wielu było kandydatów, a zbyt mało księżniczek. Taka to była epoka. Ale wróćmy do naszej opowieści.
Codziennie od szóstej rano do dziewiętnastej trzydzieści z przerwą na obiad tłum rycerzy atakował Szklaną Górę, która od tych najazdów była kompletnie porysowana. Najgorszy jednak był hałas, który powodowali spadający nieustannie śmiałkowie. Tumult, wrzask, szczęk żelastwa, jęki rycerzy i rżenie koni słychać było w całej okolicy w promieniu dwudziestu kilometrów. Trzeba przyznać, że była to bardzo hałaśliwa impreza. Gdy dobiegał końca siódmy rok zmagań zjawił się pod Szklaną Górą szklarczyk, który akurat tamtędy przechodził niejaki Czesiek W. (nazwisko do wiadomości autora). Czesiek W. był bardzo biednym szklarczykiem. Miał tylko worek kitu do kitowania okien i diament do cięcia szkła. Stanął Czesiek pod Szklaną Górą i oświadczył, że teraz on spróbuje. Rycerze przestali hałasować i zaczęli się śmiać z biednego szklarczyka.
Nie zważając na nich, szklarczyk wyjął z kieszeni diament do cięcia szkła i pociął nim całą Szklaną Górę na kawałki po czym wyruszył w stronę szklanego zamku. Na spotkanie wybiegła mu księżniczka Mizerota z okrzykiem:
- Ach, witaj, mój wybawco! Oto moja ręka!
- Niestety, Mizeroto nie mogę przyjąć twojej ręki, mogę przyjąć tylko skarby niezrachowane. Nie jestem ci ja kawalerem - oznajmił Czesiek W. - mam żonę i dwoje dzieci w Szklarskiej Porębie. Wściekła księżniczka zamiast
ręki ofiarowała mu nogę. Po otrzymaniu solidnego kopniaka szklarczyk – Czesiek W. lecąc nad górami i dolinami długo się zastanawiał – co poszło nie tak? Tę prześliczną bajeczkę opowiedziałem dawno, dawno temu w barze „Pod Procentami” w Szklarskiej Porębie - śpiącej na moim ramieniu mizernej kelnerce Lusi. Potem – już po zamknięciu lokalu – oboje płakaliśmy nad losem szklarczyka Cześka W. do rana i gdyby nie „Żołądkowa Gorzka” popadlibyśmy w obłęd.