Poeta, bajkopisarz, satyryk, autor słuchowisk radiowych, tekstów piosenek, a także skeczy, monologów, scenariuszy programów telewizyjnych i sztuk teatralnych.

TWÓRCZOŚĆ DLA DOROSŁYCH - POEZJA

Jan Kazimierz Siwek

JESIENNY AUTOPORTRET Z KOTEM

Dla Pana Kocia – burego dachowca

Znów przyszła jesień, kocie miły
Jak twe futerko szaro-bura
Znajome myszy nam przytyły
Wiśnie się wdzięczą w konfiturach

Skrzaty kichają pod podłogą
I rżną w karcięta do północy
Poeci przez nie spać nie mogą
I głowę otulają w kocyk

Nastała pora kanapowa
Epoka mruczeń przy kominku
Era piwniczno-spiżarniowa
Cebul ,ogórków, kopru ,kminku

Już konie zmierzchu dzwonią wcześniej
W okna srebrnymi podkowami
Ludziom się we śnie śnią czereśnie
Palmy i miasta z fontannami.

Chłód z babcią Słotą przykuśtykał
Wiatr pełne liści ma walizy
Strumyki szemrzą po kamykach
Znajomy motyw –„Dla Elizy”

Znów mamy jesień ,miły kocie
Ziemia jest jakby bliżej nieba
Księżyc bezczelnie śpi na płocie
Na twoim płocie, dodać trzeba!

Listek nadleci ,w szybę cmoknie
Zostanie po nim mgiełka złota
Ten pan , co głaszcze kota w oknie
To ja ! Poeta swego kota !

Wiersz „Październik to złotnik” jest wierszem po „Jesiennym autoportrecie z kotem” z cyklu „Trójniak Jesienny”


Jan Kazimierz Siwek

z cyklu TRÓJNIAK JESIENNY

wg. tradycyjnej receptury poetyckiej skomponowany

PAŹDZIERNIK TO ZŁOTNIK


Październik to złotnik on złoci jesienie
W przecudnie dobrane stubarwne desenie

Rozwiesza na dębach na klonach na brzozach
Złociste girlandy szumiące preciosa

On mgnienia zamienia na złote motyle
Październik-genialny jesieni jubiler

On fale i dale i wierzby nadrzeczne
Oprawia kunsztownie w promienie słoneczne

Wspaniała jest jego jesienna robota
Te świty z rubinów te zmierzchy ze złota

Więc warto zobaczyć gdy deszcze przylecą
Jak kropel kryształki na różach się świecą

Październik na niebie ma Plejad galerię
Gdzie gwiezdną wystawia co noc biżuterię

Aż okna migoczą od snów w ametystach
Październik to czuły na światło artysta

Ogrody ozdabia w skrzydlate cacuszka
Tu gil tam sikorka a tam - jemiołuszka

To mag i czarodziej sezonu Cellini
Na służbie Jesieni mgłookiej bogini

On wiązy związuje w słoneczne zaploty
Co sprawia, że kolej tunelem mknie złotym

On lasów brokatem lśni w górach na zboczach
Diamenty uśmiechu roznieca w twych oczach

Śródleśne promienie szlifuje na skos
I dzióbek ze złota co gwiżdże nim kos

„Jesień tak pięknie się jesieni”, to ostatni wiersz z cyklu „Trójniak Jesienny”. Rozpoczynał go jak Państwo zapewne pamiętają - „Jesienny autoportret z kotem”, a tuż za nim pojawił się na mojej stronie „Październik to złotnik”. Jesień coraz bardziej odchodzi w rożne swoje dale, wierszem, który tu publikuje pragnę ją pożegnać w moim i Państwa imieniu.


Jan Kazimierz Siwek

z cyklu TRÓJNIAK JESIENNY

wg. tradycyjnej receptury poetyckiej skomponowany

JESIEŃ TAK PIĘKNIE SIĘ JESIENI


Jesień tak pięknie się jesieni
Deszczem ukośnie w polu moknie
Jesień jesionki wiesza w sieni
Dzbanuszki astrów stawia w oknie

Pod lasem sarna przemknie płowo
Bażant zaskrzeczy metalicznie
Słońce się toczy szmaragdowo
I w oczach kobiet lśni lirycznie

Zajesieniło się dokoła
Kartofle pieką się w ogniskach
Usnął już polny wiatr w stodołach
A w starych srebrach gasną rżyska

Jesień tak pięknie się jesieni
W piwniczkach szumi młodym winem
Jabłkami w koszu się rumieni
Świerszczem gra cicho za kominem

Kredensy szafy i podłogi
Skrzypią dostojnie i przyjaźnie
Zaś kiedy ziewa spokój błogi
Dzieciom w pierzynkach śpi się raźniej

Jesienią miłość domowieje
Krząta się ćwierka mową złotą
Chwilowy uczuć chłód ogrzeje
Miseczki z mlekiem stawia kotom

Jesień to pora naleweczek
Czas na szpargałki i klamotki
Na śliwowicy kieliszeczek
Na Jesienina dwie trzy zwrotki

Jesienią kwitnie Polska mowa
Gdy pośród swoich się rozgada
Lubi do nocy biesiadować
Śpiewać, swawolić, opowiadać
(Oddycham tlenem Twoich słów
Najcudowniejsza z ludzkich mów)

A jeśli chodzi o horyzont
Jesienne dni go nie przybliżą
Jak Jan Pocieszko z miasta Ełk
Wiecznie zawiany malarz mgieł

Wędrowny anioł na ratuszu
Złocistą arię gra na trąbce
Krokodyl zmierzchu jak ten w buszu
Pożera już gasnące słońce

Tak pięknie się jesieni jesień
Płomykiem tańczy na kominku
Z nieba od matki list przyniesie
Czas na wełniany szalik, synku!
Bo cugi chodzą wicher dmie
Daj spokój mamo!
Włożę go jutro.
Teraz śnię

„Kronstadt” to pieśń białogwardyjska z repertuaru Żanny Biczewskiej, publikuję tu moją autorską wersję tej pieśni napisaną ileś tam lat temu dla Małgosi Szurmiej. Miał to być jej recital. Zastosowałem tu dłuższą niż w pierwowzorze frazę wzmocnioną rytmiczną melodyką. Pieśń jest wyjątkowa przez swoje ponadczasowe przesłanie. Poniższe motto to istotny fragment tej pieśni: „Mą nienawiść niech weźmie mój wróg”. To motto i całą pieśń „Kronstadt” dedykuję wszelkim prorokom nienawiści, którzy ostatnio tłumnie się objawili w radosnym zaślepieniu i dobrze opłacanej aktywności. Jan Kazimierz Siwek


Jan Kazimierz Siwek

KRONSTADT


Z wrogów, Rosjo, najgorszy wróg swój
Kłamstwo prawdę spowiło całunem
Rozstrzelali Kronsztadt, Boże mój,
Tak jak kiedyś w Paryżu Komunę

W żadnej cerkwi nie ozwał się dzwon
Nikt w Sowietach sprzeciwu nie zgłaszał
Ruszył motłoch na miasto z dwóch stron
Bo miał rozkaz wart zdrady Judasza

Z prawej mauzer, a z lewej efez*
Salwy grały w czeluściach swych gardeł
Głód ze śmiercią tańczyły wśród łez
W mieście, które umiało być harde

Niewidzialna szła zemsta przez las
Po wykrotach, po duktach, ścieżynkach,
I płonęły ikony w ten czas
Z kułackiego trafione obrzynka

Me dzieciństwo wolniutko człap, człap
W dal odeszło z ulicznym kuglarzem
Noc niejedną łezkami kap, kap,
Przemodliłam przed złotym obrazem

Bo błądziłam wśród lasów i łąk
Bo się snułam po śnieżnym błękicie
Czy ktoś inny, kto nie jest już mną
Tak roztrwonił dla Rosji swe życie

A tęsknota? Kto zechce ją wziąć
Kto ją z dala od Rosji uniesie
Mimo wszystko zbieramy się wciąż
I jak ptaki czekamy na jesień

Mą nienawiść niech weźmie mój wróg
Ja mam duszę jak świeży cyklamen
Żal i smutek w trumience stuk-stuk
Och, solidnie zamknęłam na amen

Moja radość to miłość i śpiew
Serce ciągle jak świerszczyk mi ćwierka
Ale widzę znów burzę i gniew
W oczach braci jak w czarnych lusterkach

Rewolucja swych synów jak psy
W rękawiczkach pogłaszcze zamszowych
Potem każe rozwalić jak tych,
Którzy dla niej zdobyli Zimowy

Z wrogów, Rosjo, najgorszy wróg swój
Kłamstwo prawdę spowiło całunem
Rozstrzelali Kronsztadt, Boże mój,
Tak jak kiedyś w Paryżu Komunę

* rękojeść szabli

Jan Kazimierz Siwek

ON

Dla Jagi i Piotra Koftów


To był mag w gwiezdnym płaszczu z baśni Andersena
Miał różę z chińskim ogniem, zgasła po nim scena

Ogród jego piosenek jak kolibry scherza
Kwiatem niejednej nocy ożywił nam serca

Jubiler złotych myśli – wenecka robota
Ech, jak mu wierną była piękna Anegdota!

On by Pana zrozumiał, pokochałby Panią
Gdy odwiedzał swą ludzkość – otchłań za otchłanią

Zbierał nas mądrą radą i w mrocznym półkolu
Oświetlał nasze twarze lampką alkoholu

Te pośpieszne kawiarnie, stacje w kłębach dymu
Jeszcze dziś na serwetkach szukam jego rymów

To nadal jego słońce świtem się zatacza
A ja nadal wybaczam, bo on nam wybaczał

Gdy mu śmierć ostrym mrozem skoczyła do gardła
On jej wzrok obłaskawiał - dwa czarne zwierciadła

Ciągły życia wernisaż, nie zawiedli goście
Tylko jego nie było na tym rozstań moście

Po nim syn jak nadzieja, żona śpi na wierszach
A w jego pelerynie słychać nocą świerszcza

Będzie miał swoją chmurę w niebie dla poetów
Prorok dobrego żartu, święty kabaretu

Słowiki mu nie dawały doczytać Platona
Bliski krewny księżyca, nasz przyjaciel

Jonasz

Jan Kazimierz Siwek

TO DOBRZE


To dobrze, Mamo, że jesteś
Bo pewniej się czuję
Z koroną Twoich dłoni
Na moich włosach

To dobrze, Mamo, że jesteś
Że każdym wieczorem
Możemy sobie powiedzieć
Dobranoc

Czy wiesz
Że zbieram Twoje uśmiechy
I chowam do tego puzderka
Z majoliki
Gdzie Twoje zdjęcie
Z warkoczem medalik od babci
I złoty pieniążek

To dobrze, Mamo, że jesteś
Ze jest ten ogień
Przy którym oczy ogrzewam
Przed codzienną wędrówką nad biegun
Gdzie każda nadzieja
Bez Ciebie
Zamienia się w długą noc

Złożyłaś mi na czole
Diadem w pocałunku
By mi w tej drodze przyświecał

To dobrze, Mamo że jesteś
Tak lubię, gdy siadają mi na ramionach
Ciche ptaki
Twoich dobrych rąk

Więc zawsze już bądź we mnie
Perło
W muszli mojego serca
Ukryta

Aż muszla pęknie
Aż ją żywioł spieniony
Na brzegi wyrzuci – dalekie

Jan Kazimierz Siwek

ZGASZONE ŚWIATŁO

EROTYK DYSKUSYJNY


A Pani taka, że nie podchodź...
Dystyngowana
A Pan, że tylko na katedrach
Spotyka się takiego Pana
Oboje konsumują biegle
Tu przy stoliku dywagacji
Te kruche Freudy, słodkie Hegle
A także, jak to przy kolacji
Ciągutki plotek i dowcipów słone paluszki
Do tego coś z czerwonych win
Jesienin albo Puszkin

Już Pan na komplemencie
Jak słoń na deskorolce mknie:
- Ma Pani –szepcze- piękne nog
Szkoda, że tylko dwie
Zaś Pani licem w pąs uderza
A Pana wzrok ku ścianie zmierza
Bo tam wśród ram
Pośladkiem błyska
Leniwa odaliska
I rzuca mętny blask
Na udka kurze na półmiskach

Już namiętności perski kot
Pręży się w Pani
I elektryczną stawia sierść
Puszystych nerwów
Pan zaś nadobnie stroszy tors
I żuje gumę słów bez przerwy
Pani trzepocze sztuczną rzęsą
Jak harcerz kocem po pobudce
A Pan się wiesza na Spinozie
Jak na swej miotle cieć
Po wódce

Księżyca obnażona pierś
Prześwieca przez firanki
A czułość Pana do tej Pani
Bul-bul do szklanki
Duszyczki nagle ćwir- ćwir- ćwir
I na żyrandol
Subtelność z piskiem w cichy kąt
Włazi dosadność
W Pana wstępuje żądzy lew
Że gotów gryźć podłogi
I na to dictum
Na cztery łapy pada stół
A krzesła - w nogi...

Prawo moralne we mnie
Choć wokół coraz ciemniej

Ech, jurność jak
Gwiżdże w zaułkach krwi
I
Na ten ton jak tresowany koń
Podbiega grzebiąc nóżką
Przyklęka
W biel osiodłane łóżko

A gdzie tu miłość? - spyta kto.
Zobaczyć ją niełatwo
Lecz ona tu naprawdę jest
Pstryk ! O!
Jak to zgaszone światło

Jan Kazimierz Siwek

CIESZMY SIĘ TYM CO MAMY

fragment


Cieszmy się ludzie tym co mamy
Bo nie jest źle
Dopóki jeszcze w życie gramy
W nadziei mgle
Choć nie okazał się ten system
Ustrojem cud
I nie załatwi nic minister Resortu Złód
Cieszmy się ludzie tym co mamy
To dużo dość
Dopóki jeszcze chce być z nami
Kochany ktoś

(z rewii kabaretowej "Skąd my się znamy")

Jan Kazimierz Siwek

MŻY I DŻDŻY


Kiedy ciągle mży i dżdży
Wtedy chce się spytać - czy
Kogoś cieszy lato dżdżyste
Tak! Dżdżownicę i brydżdżystę

Jan Kazimierz Siwek

ŚWIATŁO


Jesteś kobietą światłem jesteś
Oświetlasz mego życia drogę
A gdy Cię nie ma sam w ciemności
Nigdy do celu dojść nie mogę
Więc chcę byś przy mnie zawsze była
Tylko ... po oczach nie świeciła!

Jan Kazimierz Siwek

O TWOIM POLICZKU

wiersze samochodowe


Piosenka Dzieciucha szofera gigant - ciężarówki Fregata Szos dla Mimi Kruszynki barmanki z baru „Na Horyzoncie”.


Kiedy nas znalazła miłość
Życie nam się ułożyło
W złoty sen
Twoje dłonie w moich spały
Saksofony gwiazd mruczały
W niebie hen

Anioł szczęścia z nami był
Z nami jadał z nami pił

Wspomnij maleńka tamten czas
Ile ufności było w nas
Kiedy szeptałem Ci o świcie
Sam diabeł nie da rady nam
Gdy na ramieniu miejsce mam
Na ten zabawny Twój policzek

Nasza miłość gasła co dzień
Posiał diabeł w jej ogrodzie
Swój zły siew
Wiemy już co ją zabiło
Bo zabije każdą miłość
Ślepy gniew

Miłość dwa demony zna
Każdy ma na imię – JA!

Wybacz
Bywało nieraz źle
Przepraszam Cię
Za każdą łzę
Wiem
R o z p i e p r z y ł e m
Ci to życie
I choć jak Rambo walczę sam
Wciąż na ramieniu miejsce mam
Na ten zabawny twój policzek

Jan Kazimierz Siwek

KOCHANKA POETÓW


Jedyną kochanką poetów
Jest wierna do bólu samotność
A ta niejednego zabiła
Więc błagam samotność
Po stokroć
Żeby się z innym puściła
A ona wyłania się z wiersza
Tuli się, skomli i łasi
I naga się kładzie na sercu
I światła do rana nie gasi

Jan Kazimierz Siwek

CZASAMI NIE WIEM CO POCZĄĆ Z TĄ CZUŁOŚCIĄ ...


Na Twoje włosy
Księżyc prószy
Płatki światła
O zapachu fiołków
Oświetla Twą skórę
Kłującym wiatrem
Słoną bryzą srebra
Śni mi się jaśmin Twoich warg
Liban Twoich bioder
Na których
Kocham Cię
Sekundę temu
Spoczywała dłoń moja głodna

Jeśli wyrwie Cię ze snu
Szklany rumor
Kocham Cię
Znaczy to, że wytłukłem
Połowę
Kocham Cię
Twoich kosmetyków
W łazience

Bo jak zwykle
Kocham Cię
Nie zapaliłem światła
Żeby Cię nie budzić

Nie wiesz
Gdzie jest?
Kocham Cię
Woda utleniona?

Jan Kazimierz Siwek

LISTY SEZONOWE - LATO

Arlekin do Kolumbiny


Mój pierwszy list do Pani piszę
Bo wspólne lato mi się marzy
Morze, co błękit swój kołysze
I ja przy pani gdzieś na plaży

Będziemy mogli wreszcie przeżyć
Romans pisany nam bez końca
I przenieść się w krainę marzeń
Pod zachodzącym żaglem słońca

I marzy mi się łąka w kwiatach
I pani oczy jak toń rzeki
Wyjedźmy razem tego lata

Myślę o Pani
Twój Arlekin

Jan Kazimierz Siwek

LISTY SEZONOWE - LATO

Arlekin do Kolumbiny


list drugi


Przenieśmy się w krainę marzeń
Dokąd? Zapewne Pani zgadła
Już na Mazurach swe pejzaże
Lato zapala jak zwierciadła

Lecz zgasną wszystkie barwy lata
Kiedy nas razem tam nie będzie
Osierocimy sarny w lasach
Mgły na jeziorach i łabędzie

Pani nie pisze – Pani zwleka
Ja, twój Arlekin czekam, czekam …

Jan Kazimierz Siwek

LISTY SEZONOWE - LATO

Arlekin do Kolumbiny


Pisze mój trzeci list do Ciebie
Więc Colombino wybacz śmiałość
Wiem, Twoje serce jest w potrzebie
A serca w ludziach jest tak mało
Wiem, znowu nie śpisz, mija północ
Dom tonie w ciszy, w oknach ciemno
A Ty znów czytasz w kręgu lampy
A kiedy czytasz jesteś ze mną
By przenieść się w krainę marzeń
Nie trzeba wcale aż tak dużo
Wystarczy dobra, mądra miłość
A szary dzień zakwitnie różą
Bo miłość wszystkich nas odmienia
Każdy jej w życiu kiedyś zazna
Bo jest pisana bez wątpienia
Dla filozofa i dla błazna
Dla niej się przecież wyrzekł świata
Słynny Romeo od Montekich
Wyjedźmy razem tego lata
Myślę o tobie – Twój ARLEKIN

Arlekin i Colombina - pod tymi imionami ukrywa się para kochanków ze znanej metropolii. Poznali się niedawno na wernisażu znajomego malarza portrecisty. To - jak na razie - faza wstępna
romansu, korespondencyjna. W trosce o dyskrecje wysyłają do siebie listy na poste restante. Czy ten romans się rozwinie tego lata? Nie mam pojęcia! Jak na razie to oni mnie prowadzą, więc
nie oponuję - sam jestem ciekaw co z tego wyniknie?

JKS

Jan Kazimierz Siwek

TRUBADUR

Bardom – moim przyjaciołom od serca, od uśmiechu od wina i pieśni, która niech nigdy nas nie podzieli.


Sen miałem tydzień temu wstecz
O królu co miał piękną córę
Kochała mnie królewna lecz
Byłem królewskim trubadurem

Cóż mogłem począć, że w tym śnie
Bycie poetą mi przypadło
Choć księciem bardów zwano mnie
Ze służbą mi dawano jadło ...

Robin - swe imię dawno już
Okryłem sławą na turniejach
Bo w mieczu byłem mocny i
W jambach, tercynach i trochejach

Pięknej królewnie w nocy raz
Śpiewałem albę na krużganku
Albę trubadur nuci wciąż ...
By nie zaskoczył świt kochanków

Leżała obok miła ma
Z włosem na płaszczu rozrzuconym
Nagle ujrzałem w blasku dnia
Na białym murze cień korony

Zerwałem się chwytając miecz
Królewna go zakryła sobą
Dopadła kolan mych we łzach
Bo zgraja giermków stała obok

Robinie –warknął wściekle król
Jesteś największym wśród wagantów
Ocalisz głowę jeśli dziś
Zaśpiewasz hymn dla kombatantów

Odrzekłem - Wybacz królu mój!
Nic nie mam przeciw kombatantom
Ostatnio szedł pod Farsą bój
Tam niezłe nam spuszczono manto

Upłynął królu czasu szmat
A kombatantów wciąż przybywa
Kwitnie rycerzy zwiędły kwiat
Trwa kombatancka ofensywa

I nie policzysz choć byś mógł
Wypiętych piersi do orderów
Choć bohaterów wyrżnął wróg
Ty dekorujesz maruderów !

Pod Farsą winien zatem stać
Legion rycerzy jak ze stali
To czemu żeśmy - … mać !
Pod Farsą w d …..ę tak dostali !!!

Królewna z nerwów gryzła tren
Bo król mnie kazał wieść na ścięcie
Na szczęście był to tylko sen
Choć wiersz pisałem … przed zaśnięciem